środa, 7 października 2009

Yogya cz.III, Kraton (pałac sułtana)

Jak sądzę, front kompleksu.

Koncert gamelanowy zaraz za wejściem.




Iście sułtański środek transportu, napędzany w czasach świetności ósemką tragarzy. Obecny sułtan chce byc nowoczesny i woli samochód.

Sampeyan Dalem Ingkang Sinuwun Kanjeng Sultan Hamengkubuwono Senopati Ing Alogo Ngabdurrakhman Sayidin Panotogomo Kholifatullah Ingkang Kaping Songo (w skrócie poprzedni sułtan)

Któraś z poprzednich pań sułtanowych.

Jakiś długi tekst w alfabecie jawajskim na batiku. Nie mam niestety pojęcia co to dokładnie, opis był dostępny jedynie w zbyt elokwentnej jak na mój poziom Indonezyjczyźnie. Grunt, że ładne.

Części 4 i 5, czyli relacje i zdjęcia z Prambananu i Borobudur postaram się wrzucic wieczorem.

poniedziałek, 5 października 2009

Yogya, częśc druga: Miasto i jego zabytki

..przy zmienianiu autobusu musieliśmy przejśc przez bazar z batikiem: Następnego dnia po spotkaniu z dwójką polskich darmasiswowców z Yogyi wybrałem się wraz z Hermanem (indonezyjski kumpel Ralu) zobaczyc ile się da ze starówki. Korki były tragiczne więc poszliśmy pieszo: Po drodze miałem okazję podziwiac secesyjne latarnie będące wizytówką Jogjy: I bodaj najbardziej zatłoczony parking dla motocykli i skuterów jaki w życiu widziałem. No cóż, Indonezyjczycy kochają motory i trudno im się dziwic zważywszy na stopień zakorkowania ich miast.


Bank Indonesia:

"Starówka" dookoła Kratonu (pałacu Sułtana):

Następnym miejscem w planie był Pasar Baru (ptasi targ). Robi wrażenie ale znacznie mniejsze i bardziej smutne niż się spodziewałem. Żal mi tych zwierząt więc tylko kilka zdjęc dla udokumentowania różnorodności:




Za Pasar Baru weszliśmy do Taman Sari (przestrzeń wypoczynkowa sułtana):




Na zwiedzenie samego kratonu niestety zabrakło tego dnia czasu, ale za to pokręciliśmy się w jego okolicy. Słoń sułtana na wieczornym spacerze:

Święte drzewa naprzeciw głównej bramy do Kratonu, przejście między nimi z zawiązanymi oczami ponoc przynosi wielkie szczęście. Nie próbowałem.

Mniej święte ale równie piękne drzewo w pobliżu:

Mury starego miasta:

Wulkan Merapi królujący nad panoramą miasta:

Widok w Indonezji niecodzienny, światła drogowe! Co więcej, bardziej pro niż polskie, z licznikiem czasu światła:

Następnego dnia zwiedziłem już samotnie Kraton, co opiszę w kolejnym poście bo ten zaczyna się robic monstrualnie długi. Stay tuned!

Wakacje Idul Fitri - Yogyakarta, częśc 1...

... czyli podróż. Przyjemnośc spędzenia 8 godzin w klasie "biznes" "pędzącej" w stronę Yogyakarty to wydatek zawrotnych 35 zł. Wagon wygląda o tak:

Jest rezerwacja miejsc, akceptowalna ubikacja, wiatraki na suficie, oraz obsługa roznosząca poduszki i jedzenie (ale oczywiście, nic za darmo). Ogółem podobne do naszego TLK. Na każdej stacji do środka wkracza wataha "przedsiębiorczych" miejscowych, usiłujących sprzedac wode, papierosy, ryż, owoce i przeterminowane orzeszki za podwójną cenę. Czasem również kilkoro grajków. Niestety, szyby są brudne, co nader utrudnia uwiecznienie widoków po drodze, a te są piękne:





Po 8 godzinach podróży dobiłem do stacji Yogyakarta:


I wyszedłem na zewnątrz tylko po to by zostac zalanym potokiem zawołań "Mister, mister, transport?" "Hello mister, becak?" itp. itd. Yogya to niestety turystyczne miasto i to się czuje. Biały spacerujący ulicą automatycznie przykuwa uwagę "pomocnych" pośredników hotelowych, sprzedawców pamiątek, kierowców riksz, taksówek i becaków, generalnie każdego kto chce zarobic. Przejście trzystu metrów w centrum wymaga zbycia co najmniej dziesięciu natrętów przez "makasi pa, ngak" (slangowa wersja poprawnego "terima kasih Pak, tidak", jest skuteczniejsza bo sugeruje że jest się w Indonezji mieszkańcem a nie turystą). 
Koniec końców dałem radę dotrzec do najbliższego przystanku TransJogjy (miejscowa siec autobusowa) nie wynajmując żadnej rikszy, becaka ani taksi ani nie kupując żadnego batiku w "niesłychanej promocji". Stamtąd odebrała mnie Ralu, urocza Rumunka studiująca tu w ramach Darmasiswy malarstwo, która zgodziła się przechowac mnie w domu który wynajmuje. Thanks again, Ralu!
...to be continued...

niedziela, 4 października 2009

Tytułem ciekawostki

Wróciłem wczoraj do Bandungu z Yogyakarty, tej masy zdjęc które zrobiłem w ciągu tygodnia nie dam już dziś rady wrzucic, ale przypomniało mi się coś, co chciałem Wam pokazac - banknot o zawrotnej wartości 15 polskich groszy. Tadadadam:



O Yogyakarcie i cudach w jej okolicy będziecie mogli poczytac już jutro, obiecuję.