Ale najpierw zdjęcia z podróży:
Znak z tyłu autobusu z niewiadomego powodu zabraniał jeść ryż:
I w bonusie coś czego dotąd nie było bo moje indonezyjskie łącze internetowe na to nie pozwalało - nagranie video z przejażdżki po Battambang:
Wynajałem przewodnika z motocyklem żeby zwiedzić okoliczne atrakcje, które okazały się być niezbyt pasjonujące. Jednak sam dojazd do nich dał mi okazję zobaczyć wiele prawdziwej Kambodży, dzięki czemu wycieczka ta podobała mi się bardziej niż (nieco moim zdaniem przereklamowane) świątynie Angkoru. Niech zdjęcia opowiedzą resztę:
kaplica na dnie jaskini
I znów jaskinia, tym razem świątynia ku czci ludzi zamordowanych w tej jaskini przez czerwonych khmerów.
transport prowizoryczny, ale chyba skuteczny
Kapliczki duchów opiekuńczych natury, takie same jak w Tajlandii.
Następnego dnia rano nadszedł czas wyruszyć z powrotem do Tajlandii. Na terminalu autobusowym spotkałem jeszcze sympatycznego mnicha który udawał się na studia teologiczne do Tajlandii i zrobiłem pamiątkowe zdjęcie najmniej wartościowym banknotom jakie w życiu widziałem:
Te banknoty są w sumie warte 40 groszy. Serio, nie żartuję.
Tak więc wsiadłem w odpowiedni autobus i dojechałem nad granicę z Tajlandią, gdzie czekała mnie bardzo niemiła niespodzianka. Ale o tym już w następnym odcinku.